Nie wierzyli, że jej się uda. Dziś uczy innych, jak odnaleźć spokój w naturze – historia Akademii Pani Róży. Inspirujący pomysł na mały biznes, czyli wywiad z Karoliną Haniecką – Szkutnik
Karolina Haniecka-Szkutnik od lat udowadnia, że pasja do natury może stać się nie tylko sposobem na życie, ale także inspirującą drogą zawodową. Twórczyni Akademii Pani Róży łączy wiedzę ogrodniczą, doświadczenie pedagogiczne oraz terapię ogrodem, pomagając innym odnaleźć równowagę i spokój w kontakcie z przyrodą. Jej historia pokazuje, że nawet jeśli otoczenie nie zawsze wierzy w nasze pomysły, warto podążać za tym, co naprawdę czujemy w sercu.
Droga do własnego projektu nie była jednak prosta. Macierzyństwo, praca na etacie, wypadek tuż po rozpoczęciu działalności i liczne życiowe wyzwania sprawiały, że marzenia o własnej przestrzeni twórczej dojrzewały powoli. Z czasem jednak pasja do rękodzieła roślinnego i hortiterapii zaczęła przyciągać ludzi, którzy szukali inspiracji, wiedzy i chwili wytchnienia w świecie natury.
Dziś Karolina dzieli się swoim doświadczeniem, prowadzi warsztaty, tworzy materiały edukacyjne i pokazuje, że mały biznes może powstać z tego, co naprawdę kochamy robić. W rozmowie opowiada o początkach swojej drogi, trudnościach, które musiała pokonać, oraz o tym, co daje jej największą satysfakcję w pracy z ludźmi. To historia o odwadze, wytrwałości i sile marzeń, które – jeśli są pielęgnowane – potrafią zakwitnąć w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Fotografie wykonała: Monika Adamska
Joanna Rułkowska (dalej Joanna) : Karolina, co zainspirowało Cię do założenia własnego biznesu? Jakie były Twoje główne cele, gdy zaczynałaś działalność nierejestrowaną?
Karolina Haniecka – Szkutnik (dalej: Karolina): Byłam wysoko wrażliwym dzieckiem kochającym naturę i zwierzęta. Myślę, że zamiłowanie do tworzenia rękodzieła i innych artystycznych zajęć odziedziczyłam po swoich babciach. Kochały przyrodę, robótki ręczne, śpiewać, malować, szyć, rzeźbić, zdobienie tortów i odlewanie z cukru baranków wielkanocnych. Mam wykształcenie humanistyczno-przyrodnicze. W liceum wybrałam profil humanistyczny, ale ostatecznie zdecydowałam się zdawać maturę z biologii. Myślałam, by iść na psychologię, jednak wybrałam ogrodnictwo na Akademii Rolniczej, bo wydawało mi się to ciekawsze i bardziej związane z naturą. Nie zawiodłam się, a studia dawały bardzo wiele praktyki z przeróżnych dziedzin powiązanych z botaniką, fizjologią roślin a nawet filozofią przyrody. Wiele lat byłam harcerką w Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, w klasie maturalnej założyłam drużynę i jako instruktorka prowadziłam ją na odległość przez czas studiów. Bardzo mnie pociągała taka praca społeczna, w czasach kiedy z telefonu korzystało się w budce telefonicznej, a do domu na każdy weekend wracałam pociągiem około 5 godzin z Krakowa. Myślę, że to wtedy ujawniły się moje Talenty Duchowe takie jak rozwijanie innych, nauczanie, administracja, wiara oraz budowanie zespołu z dwoma przybocznymi i trzema zastępowymi. Wakacyjny miesiąc spędzony pod namiotem w górach na obozie na leśnej polanie, sprawności z przyrodoznawstwa jak „Trzy pióra” czy „Traper’ oraz 9-dniowe piesze pielgrzymki na Jasną Górę pozwalały mi naładować duchowe akumulatory natury na kolejne dni życia w mieście. Widziałam jak przebywanie w przyrodzie bardzo mi pomagało, aby być szczęśliwą nastolatką.
Skończyłam też studia podyplomowe przygotowanie pedagogiczne. Pierwszą stałą pracę na etat po prawie dwóch latach stażów i prac dorywczych dostałam jako doradca rolniczy w Podkarpackim Ośrodku Doradztwa Rolniczego. Jestem tam zatrudniona przeszło 20 lat a doświadczenie jako przedsiębiorca zdobywałam w przerwach na macierzyństwo i urlopy wychowawcze na czwórkę dzieci. Ostatecznie kierunek w zieloną stronę pokierował moją dalszą ścieżką zawodową i wybrałam specjalizowanie się jako terapeuta zajęciowy terapii ogrodem czyli hortiterapii.
Mimo pracy na etacie zawsze pragnęłam własnej niezależnej działalności.
Krok po kroku realizowałam też swoje największe marzenie o założeniu większej rodziny i domu z ogrodem. Już nie zliczę ile miałam pomysłów, do których skrupulatnie się przygotowywałam wraz z pojawianiem się kolejnych maluchów. Najpierw myślałam o pracy jako dzienna mama, później o założeniu domowego przedszkola, był też pomysł na zielone lekcje w ogrodzie a później firma szkoleniowa z warsztatami z rękodzieła. Kiedyś marzyłam o zawodzie, aby pracować w domu i ogrodzie oraz pisać książki. Aż w końcu przez wiele lat wymyśliłam go sobie. Niestety długo nie miałam w swoim otoczeniu nikogo, kto by pracował inaczej niż na etacie, więc cały czas przedsiębiorczość była tylko dodatkowo po godzinach. A mój jedyny talent Gallupa top 5 z domeny działania – odpowiedzialność w oparciu o wszystkie przekonania wokoło powstrzymywał mnie, aby minimalizować ryzyko i bardzo wolno rozwijać swoje pomysły.
Talenty uczenie się i zbieranie informacji pomagały dogłębnie testować w praktyce zdobytą wiedzę na sobie i swojej rodzinie. Znam też wyzwania związane z depresją, ADHD, spektrum autyzmu.
Dziś łącząc swoje wykształcenie, praktykę oraz życiowe doświadczenie mogą nazywać się trenerem hortiterapii czyli terapii ogrodem.

Fotografie wykonała: Monika Adamska
Joanna: Twoja historia jest niesamowita! Czy brak przedsiębiorców w otoczeniu był Twoim jedynym wyzwaniem czy było ich więcej? Co było największą trudnością na początku?
Karolina: Myślę, że największym wyzwaniem było założenie swojej firmy, gdy dołączyłam do projektu „Moja firma – moja szansa”. Jako mama trójki dzieci, na urlopie wychowawczym nie miałam wtedy zielonego pojęcia o prowadzeniu biznesu. Wokoło wszyscy najbliżsi, byli przekonani, że to nie może się udać, ja z małymi dziećmi, i rady my się przecież nie nadajemy do biznesu. Aby móc wejść w projekt i otrzymać dotację na start potrzebna była zgoda małżonka lub podpisanie rozdzielności i to właśnie wybrał mój mąż. Mimo tego zdecydowałam się. Samodzielnie napisałam wniosek rekrutacyjny i biznesplan. Otrzymałam dotację na start i rozpoczęłam budowę pracowni z małego garażu właściwie bez żadnych oszczędności. Niełatwo było też prowadzić przez rok firmę ze szkoleniami z rękodzieła, kiedy po trzech miesiącach od otworzenia miałam wypadek i uszkodzony bark. Mimo trudności otrzymałam pomoc od znajomych przy budowie i remoncie pracowni. W tym czasie zajęcia prowadziłam w szkole policealnej na florystyce. Były też opóźnienia w budowie i dostarczeniu materiału, bo podobno spaliło się drewno na mój dach. W ostatnim dniu, aby rozliczyć projekt, przesłać zdjęcia z wykonania remontu konieczne była pełna mobilizacja rodziny, bo inaczej groziło mi po kontroli zwracanie dotacji. Po roku projektu rozliczyłam dotację, jednak pracownia potrzebowała dalszego wykończenia a ja sama byłam już zdrowotnie wykończona. Zgłosiłam jeszcze tematy i harmonogramy szkoleń o wpis do Rejestru Instytucji Szkoleniowych i zawiesiłam swoją działalność, by czekała na lepszy czas.
Joanna: Wiele przeszłaś. Twoje przygody brzmią jak wyzwania bohaterki z filmu. Dzielnie walczyłaś o marzenia, a los stawiał kolejne barierki. Kiedy poczułaś, że może jednak jest jeszcze szansa na powodzenie projekt?
Karolina: Moje pierwsze sukcesy poczułam kiedy zaczęłam uczyć się obsługi mediów społecznościowych, wychodzić tam do ludzi i publikować na fanpage’u i kanale na YouTube. Wtedy zamiast szukać pracy, praca przychodziła do mnie. Zaczęły się telefony z fundacji i stowarzyszeń od pań prezes z prośbą o przeprowadzenie warsztatów z rękodzieła. Bardzo mnie to ucieszyło, bo mogłam pracować na umowę zlecenie popołudniami i w weekendy tak jak chciałam z twórczą pasją i ekscytacją. Taka praca utwierdziła mnie, że chcę dzielić się wiedzą pokazała, że potrzebuję skupić się na rękodziele roślinnym i wyspecjalizować w terapii ogrodem, że z pracy projektowej jest możliwe otrzymać godne wynagrodzenie podobne do pracy na etacie lecz w mniejszym wymiarze godzin. Także pierwsze sprzedane prace z rękodzieła były bardzo po kosztach a później nabrałam odwagi, nauczyłam się właściwie wyceniać swój czas i umiejętności. Inna sprawa to, to że wcześniej nigdy nie wyobrażałam sobie samodzielnej budowy domu, ale moja pracownia właściwie jest takim małym sukcesem, domkiem chociaż niewykończonym. Przez ostatnie lata była wynajmowana jako magazyn. Nie ma jeszcze wokół niej ogrodu terapeutyczno-edukacyjnego, mimo że przez parę lat opłacam za dzierżawę nieużytków to wciąż mam nadzieję, że kiedyś tam powstanie. W dobie biznesu online zminimalizowałam swoje działania do pokoiku na poddaszu i pracy nad materiałami z zakresu hortiterapii.

Joanna: Na początku nie miałaś dużego wsparcia, a jak jest teraz?
Karolina: Dopiero po latach mogę liczyć na pomoc, rozmowy o planach i biznesie u mojego młodszego rodzeństwa – brata, który teraz ma swoją firmę i siostry oraz starszych dzieci, a widzę już u nich żyłkę przedsiębiorczości. Jestem też wdzięczna moim przyjaciółkom Marcie i Adze, że przez tyle lat z cierpliwością i wyrozumiałością wysłuchiwały moich różnych pomysłów.
W zeszłym roku na poważnie postanowiłam zająć się swoją firmą, a stało się to wtedy gdy dołączyłam do Akademii Małego Biznesu. Było to dla mnie sporą inwestycją w swój rozwój, ale po konsultacji mailowej z Asią zobaczyłam, że mogę wrócić do biznesu, na początek na małą skalę i w swoim tempie rozwijać działalność nierejestrową.
Ten rok rozpoczęty z Asią przyniósł dalsze – jak domino działania.
Przygotowałam sobie wszystkie aktualne dokumenty prawne, poczułam się pewnie w działaniu. Odważyłam się poprosić o pomoc dziewczyny z sukcesami rozwijające swoje biznesy. Zaczęłam czynnie uczestniczyć w konferencjach: Oplotki Handmade Biz Summit, w Lublinie i w Poznaniu. Bardzo chciałam osobiście poznać i uściskać inne przedsiębiorczynie, skorzystać z ich wsparcia aby poczuć się jedną z nich. Odezwałam się najpierw do Asi, że po prostu przyjadę na konferencję, aby ją poznać i porozmawiać o swojej działalności jako kursantka AMB. Był to trochę szalony pomysł ale postanowiłam kierować się sercem a nie rozumem. Ten rok był dla mnie rokiem relacji: poznałam też Agnieszkę, Olę, Elę, Darię, Jolę, Kasię, Marię, Maję, Magdę i Grażynę. W końcu poczułam, że mam swoją biznesową wioskę mocy. Wiem też, że kobiece biznesy online są pełne wsparcia i współdziałania. I że we współpracy mogę szybciej rozwijać swoją firmę.
<iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/pVhQVYwX3uo?si=p0017Clgd5U6eNnH” title=”YouTube video player” frameborder=”0″ allow=”accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share” referrerpolicy=”strict-origin-when-cross-origin” allowfullscreen></iframe>
Joanna: Jaką radę dałabyś innym kobietom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z własnym biznesem? Co według Ciebie jest najważniejsze w prowadzeniu małego biznesu?
Gdy byłam nastolatką mówili mi: nie możesz żyć marzeniami i życie to nie jest bajka. Nigdy w głębi duszy w to nie uwierzyłam i dlatego czuję się, że będę wiecznie młoda.
Myślę, że jeśli Stwórca daje nam marzenia w sercu to znaczy, że jesteśmy w stanie wcześniej czy później je zrealizować. To marzenia i dobre pragnienia pokazują nam jak możemy być szczęśliwi. Jestem przekonana, że swoich talentów nie powinniśmy zatrzymywać tylko dla siebie i to mnie motywuje do dalszej pracy i nieporzucania marzeń.
Kiedy przychodzą trudniejsze momenty i zwątpienia idę do ogrodu, więcej się modlę, czasem płaczę i przeżywam po prostu te emocje. Rozumiem, że to słabszy czas, że każda burza kiedyś mija i wychodzi słońce.
Ale też mam poczucie, że nie jestem w tym sama i jakimś dziwnym zrządzeniem losu już dwa razy zdarzyło się, że Asia napisała właśnie wtedy do mnie i podniosła na duchu, zmobilizowała do działania.
Kiedy zaczynasz swoją działalność przygotuj się na dobrych fundamentach jakimi jest ogarnięcie spraw prawnych i księgowych, a to zdejmie Ci duży ciężar i niepewność.
Poznaj swoje mocne strony, pomyśl w czym możesz pomóc innym i na tym rozwijaj biznes. Jeśli masz świadomość swoich wartości to zawsze wrócisz na właściwy tor. Kiedy staniesz w martwym punkcie daj sobie czas, zatrzymaj się. Tak w skrócie i przenośni jeśli porównamy się do drzewa najpierw trzeba zadbać o swoje korzenie (nasze wartości, priorytety, zdrowie fizyczne i psychiczne), potem wzmocnić pień (rodzina, przyjaciele i inne relacje społeczne) a dopiero wtedy korona drzewa (rozwój osobisty, służba innym, sukcesy zawodowe) może zacząć się rozwijać.
Warto też pamiętać że całe życie jesteśmy w drodze, nasz bagaż i plecak doświadczeń życiowych możemy powoli rozpakowywać z terapeutą aby mieć siłę i lekkość już później z coachem wejść na szczyt naszych możliwości.
Joanna: Dziękuję za rozmowę.
Karolina: Dziękuję.

Karolina Haniecka-Szkutnik
Akademia Pani Róży Florystyka i rękodzieło -Edukacja w zagrodzie.
Mgr inż.ogrodnictwa, florysta, terapeuta zajęciowy, nauczyciel, doradca rolniczy i trener hortiterapii. Pomagam kreatywnym i wrażliwym osobom coraz bardziej zanurzać się w naturę, aby znaleźć zdrowie, równowagę i spokój, pracując metodą ogrodoterapii. Tworzymy wspólnie pod skrzydłami Ducha Kreatora rękodzieło roślinne, które ubogaca nasze życie w piękno i równowagę wewnętrzną. Wprowadzamy swoich podopiecznych w świat przyrody i ogrodnictwa w oparciu o kalendarz uroczystości związanych z naturalnymi cyklami i porami roku.
Szukasz pomysłów na pracę z podopiecznym przy wykorzystaniu metody hortiterapi? Potrzebujesz materiałów do scenariuszy zajęć z seniorami? Poszukujesz nowych inspiracji na innowację pedagogiczną? Swoją wiedzę z różnych dziedzin łączę, aby służyła Tobie.
Karolinę znajdziesz m.in. tutaj:
- Strona www: https://apr.edu.pl
- Facebook: https://www.facebook.com/AkademiaPaniRozy
- Instagram: https://www.instagram.com/akademia.pani.rozy
- Pinterest: https://pl.pinterest.com/akademiapanirozy
- Tik Tok: https://www.tiktok.com/@akademia.pani.rozy












